Uroczystość wręczenia Nagrody Edytorskiej 2026

Gala wręczenia STANISŁAWOWI ROŚKOWI Nagrody Edytorskiej Polskiego PEN Clubu i Konsula Honorowego Wielkiego Księstwa Luksemburga w Sopocie.

Uroczystość odbyła się 12 września 2026 w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.

laudacje | Maria Prussak, Marek Zaleski
gość honorowy | Grzegorz Jankowicz, dyrektor Instytutu Książki
rozmowa z laureatem | Magdalena Heydel, Marek Zagańczyk

program muzyczny | Polskie Wydawnictwo Muzyczne
gitara | Mateusz Kowalski
repertuar | Fryderyk Chopin, Feliks Horecki, Francisco Tárrega

Marek Zaleski

                                            Laudacja dla Stanisława Rośka

Ktoś kiedyś zanotował, że świętować należy wyłącznie szczęśliwe zakończenia. Przedwczesne świętowanie jest falstartem: wyczerpuje radość i energię potrzebne do tego, by pchnąć nasze dzieło do przodu i  podtrzymać nas w długiej walce. Ale co ma zrobić ktoś, czyje dzieło nie ma końca? Wydawca książek, które, jak powiada poeta, trwają, „mimo łun na horyzoncie” , domów „wylatujących w powietrze”, „planet w ruchu”, trwają na przekór temu wszystkiemu na półkach, „dobrze urodzone, z ludzi, choć też z jasności, wysokości”? Myślę, i nie ja jeden, że dziś mamy dobre powody, by świętować naszego przyjaciela, założyciela znakomitej oficyny wydawniczej.  Był jej Pierwszym Poruszycielem i przez ćwierćwiecze pełnił w niej rozmaite role: szefa, autora, redaktora tekstów i redaktora programującego , wreszcie i edytora. Stworzył  wspaniałą instytucję – od dyrektora do zecera, z czego zdaje sprawę wielki Katalog przygotowany na jubileusz Wydawnictwa w 2020 roku. Po sześciu latach, kiedy zrezygnował z funkcji kierowniczej i teraz tylko życzliwie wspomaga działania współpracowników i przyjaciół, Wydawnictwo nie straciło impetu. Więc jego marzenie z którym zdradza się we wspomnianym katalogu (który sam jest arcydziełem samowiedzy i estetyki sztuki edytorskiej), marzenie Ad infinitum  (jak tam napisał), na razie się spełnia. Posiadł sekret sztuki wyczucia czasu, sekret będący warunkiem powodzenia każdego udanego przedsięwzięcia, co udowodnił trzykrotnie: wtedy, gdy założył swoje wydawnictwo, kiedy je prowadził i kiedy przekazywał je swoim następcom, sekret będący zarazem tajemnicą ciągłości wszelkich działań, a także czegoś, co jest warunkiem życia czegoś dla czego żyć warto, czyli kultury. Czyli – nieśmiertelności.  Mamy dzisiaj pośród nas Człowieka Szczęśliwego, Ulubieńca Losu. I mamy dziś szczęście być w jego towarzystwie. Wykorzystajmy to – niech to błogosławieństwo spada i na nas.

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria wydało, póki co, tysiąc kilkaset książek. Książek polskich autorów i tłumaczonych. Literackich i akademickich. Gdy chodzi o te drugie, powinienem podkreślić, że zarazem eseistycznych, co jest tytułem do chwały Wydawnictwa i stanowi o jego wyjątkowości. Wchodzą one w skład przemyślnie skonstruowanych i prowadzonych przez znakomitych specjalistów serii tematycznych  (powinienem tu wyliczyć je wszystkie, ale zakładam że większość z Państwa na tej sali je zna, a zresztą na pewno będzie o nich mowa w dalszej części dzisiejszej uroczystości). To książki, które są lekarstwem, afrodyzjakiem, czasem homeopatyczną dawką trucizny, po której zapada się na piękne choroby, bez których nie ma prawdziwego powrotu do zdrowia. Książki, które budują  kanon i książki które są ostentacyjnie spoza kanonu, które go kontestują, sprawiają, że humanistyka staje się przygodą. Dzisiaj katalog wydawniczy słowa/obrazu terytoriów (czy powinienem odmieniać nazwę wydawnictwa ? – powinienem, również dlatego bo jego losy to losy przypadków „pewnego wydawnictwa, które na przełomie epok działało w Polsce wchodzącej (po raz który już?) – jak pisze sam Stanisław Rosiek – do Europy (książek)”. Nie tylko Europy, wypadałoby dodać, bo książki Wydawnictwa to kopalnie króla Salomona – każdy tu znajdzie jakieś skarby dla siebie. Lista autorów Wydawnictwa to nazwiska, które każdy humanista przepowiada sobie jak kiedyś słowa pacierza – Baczko, Janion, Pomian, Praz, Starobinski, Didi-Huberman, Warburg, nazwiska w świecie i w Polsce  uznanych autorów ale także i debiutantów, którzy czekają, by ci z pierwszej listy zrobili dla nich trochę miejsca. I trzeba koniecznie wspomnieć jeszcze o jednym.  Stanisław Rosiek wraz ze współzałożycielem Wydawnictwa, grafikiem Januszem Górskim, doprowadzili do tego, że są to książki najpiękniej wydawane w Polsce. I pod tym względem, jak również pod względem opracowania edytorskiego, dorównują najlepszym wydawnictwom na świecie. Już druga książka Wydawnictwa Kuźnia Natury Marii Janion zdobyła nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek . Potem książki słowa/obrazu terytoriów zdobywały ją wielokrotnie. Wszyscy kochamy rzeczy piękne i przyjemne w dotyku. Książki tego Wydawnictwa są ucztą dla oka i wertuje się je z przyjemnością. Dodam jeszcze, że wielokrotnie też zdobywały ważne nagrody literackie w Polsce albo nominacje do nagród.

Wydawnictwo to rzecz wspólna autorów, redaktorów, grafików, specjalistów od marketingu i jeszcze wielu innych niezbędnych w tym przedsięwzięciu osób –  Stanisław Rosiek znakomicie opisał to we wspomnianym jubileuszowym Katalogu, ale przesadną dyskrecją byłoby nie wydobycie jego własnej roli – roli namiętnego czytelnika i badacza uniwersyteckiego, autora znakomitych esejów i własnych książek a także inicjatora tych, które jego zdaniem, powinny zostać napisane. Interesował go nie tylko kanon i jego perypetie, ale także lubił zapuszczać się w rewiry ekstrawagancji i w podziemia kultury z ich wielogłosem i wielojęzycznością żywych i umarłych. Nie tylko tematy, którymi zaraził się na prawdziwie transgresyjnym gdańskim seminarium Marii Janion w latach osiemdziesiątych znalazły rozwinięcie w jego wydawnictwie. Jego własna fascynacja twarzą i maską zaowocowała całą serią książek o maskach pośmiertnych o twarzach i ich czytaniu, o przygodach ciała i historii i kulturze. Urzeczenia Rośka uwiedzionego przez wizerunki i  obrazy – licznymi książkami z antropologii kultury wizualnej. Zainteresowanie ciągłą obecnością śmierci i Wielkich Umarłych w naszym życiu , własnymi studiami nad życiem pośmiertnym Adama Mickiewicza, a w seriach wydawniczych licznymi studiami nad nekrografią poetycką  i nad kulturą i literaturą XIX wieku. Żywiona przez niego predylekcja do Białoszewskiego – powołaniem czasopisma  „MiroFor” gromadzącego od ośmiu lat ciągle powstające badania nad życiem i twórczością autora Pamiętnika z Powstania Warszawskiego.  I wreszcie owoc jego wieloletniej fascynacji oraz badawczych i pisarskich zatrudnień a zarazem –  moim zdaniem – okręt flagowy Wydawnictwa (prawdziwy transatlantyk!), jakim jest edycja Dzieł Zebranych Brunona Schulza, ciągle przyrastająca seria książek o biografii i twórczości autora Xięgi Balwochwalczej i międzynarodowe czasopismo „Schulz Forum” (wyszły 24 numery) gromadzące studia schulzowskie, którego jest od początku redaktorem.  

I własne pisanie i wydawanie książek jest po trosze rezygnacją z samego siebie. Jest zaistnieniem w liczbie mnogiej.  I tak właśnie istnieje Stanisław Rosiek jako autor własnych książek i jako wydawca. Jako instytucja Stanisław Rosiek jawi mi się jako ktoś opatrznościowy. Rosiek –  wizjoner i inicjator, dla kogoś z naszego pokolenia zdaje się  rodzimym i współczesnym  odpowiednikiem – i nie sądzę żebym tutaj szczególnie szarżował, zresztą poetyka laudacji do tego zachęca, więc Rosiek dla mojego pokolenia zdaje mi się odpowiednikiem Jerzego Giedroycia, również wielkiego wizjonera i wielkiego inicjatora. Tyle, że kogoś kto uważa, że istnieje prawdziwe życie także poza polityką, i może także życie pozagrobowe. Jak tamten przed laty z dalekiego Paryża, tak on  – cóż ! przez lata oglądanego z Warszawy czy Krakowa  dalekiego jednak Gdańska – podsuwa nam książki dla nas niezbędne, rzeczy pierwszej potrzeby, bez których bylibyśmy prowincjonalnymi krewnymi samych siebie , teraz tu w Polsce, na początku XXI wieku. 

Padła tu nazwa Gdańsk, i na końcu, muszę dopowiedzieć  rzecz tutaj powszechnie wiadomą, jak wiele zrobili Rosiek i  wydawnictwo słowo/obraz terytoria dla swego miasta, europejskiego miasta Gdańsk. Dlatego wręczana mu dzisiaj nagroda polskiego oddziału międzynarodowej organizacji pisarskiej jaką jest PEN Club i Konsula Honorowego wielojęzycznego (co najmniej trójjęzycznego) Księstwa Luksemburg  z siedzibą w Sopocie właśnie,  jest po prostu widomym znakiem danym nam „z jasności,  z wysokości”, znakiem Sprawiedliwości Poetyckiej.